X
AZS UMCS Lublin - wyniki ligowe
Luty
11
2019

AZS UMCS Lublin - wyniki ligowe

W miniony weekend na swoich halach grały zespoły koszykarskie AZS UMCS Lublin, zarówno mężczyzn jak i kobiet.

 

U siebie grały:

Koszykarki:

W meczu 17. kolejki Energa Basket Ligi Kobiet, Pszczółka Polski Cukier AZS UMCS Lublin po dramatycznym meczu wygrała ze Ślęzą Wrocław 88-82. O losach spotkania rozstrzygnęła dopiero dogrywka. Kluczowymi postaciami w szeregach gospodyń były Kateryna Rymarenko (26) i Brianna Kiesel (23).

Wynik spotkania otworzyły przyjezdne. Pierwsza próba “za trzy” zakończyła się pierwszymi punktami dla Ślęzy. Do kosza trafiła Karina Szybała (0-3). Kolejny fragment był jednak lepszy dla koszykarek z Lublina, które zdobyły siedem oczek z kolei. Po rzucie z dystansu Dajany Butuliji Pszczółki prowadziły 7-3. Ślęza początkowo nie imponowała pod względem skuteczności. Z czasem jednak wrocławianki radziły sobie coraz lepiej. Gdy trzy punkty zdobyła Marissa Kastanek (12-11), trener miejscowych – Wojciech Szawarski poprosił o czas. Do końca zostało nieco ponad trzy minuty. Ten dobrze wpłynął na akademiczki. Za sprawą Dajany Butuliji i Kateryny Rymarenko zrobiło się 17-11. Ślęza odpowiedziała na dwadzieścia sekund przed ostatnią syreną. Wynik dwoma oczkami ustaliła Taisiia Udodenko (17-13).

Po chwili oddechu nadal na parkiecie przeważały gospodynie. Różnica wzrosła do ośmiu oczek (21-13). Wrocław miał kłopot z punktowaniem. Szkoleniowiec Ślęzy był zmuszony interweniować przerwą na żądanie (23-15). Nadal jednak przyjezdne nie umiały znaleźć drogi do kosza. Po upływie minuty od czasu trenera trafiła Daria Marciniak (23-17). W odpowiedzi cztery punkty zdobyły Pszczółki, dzięki czemu prowadziły najwyżej jak do tej pory (27-17). Gra miejscowych jednak zaczęła szwankować, co błyskawicznie wykorzystały zawodniczki z Dolnego Śląska. Przy stanie 29-26 trener Szawarski wziął czas. Po nim co prawda trafiła Brianna Kiesel (31-26), ale po niej dwa razy “za trzy” rzuciły wrocławianki: kolejno Taisiia Udodenko i Terezia Palenikova (31-32). Ostatecznie po pierwszej kwarcie 34-33 wygrywały Pszczółki. Na koniec przewinieniem technicznym ukarany został trener Szawarski, więc druga połowa miała zacząć się od wolnego dla Wrocławia.

Wykorzystała go Elena Dikeoulakou i mieliśmy remis 34-34. Chwilę później ta sama zawodniczka trafiła z dystansu (34-37). Przyzjezdne mocno zaczęły drugą połowę. Po “trójce’ Kastanek (34-42) szkoleniowiec Lublina wziął czas. Minęły dwie minuty, w których Pszczółki przegrywały 0-9. Powrót na parkiet owocował jednym skutecznym wolnym Nikki Greene (35-42). Cały czas lepiej poczynały sobie wrocławianki. Gdy trzy oczka zdobyła Kastanek (39-51), szkoleniowiec Pszczółki wykorzystał drugi czas. Do końca trzeciej kwarty zostało nieco ponad pięć minut. Lublinianki wzięły się za gonienie wyniku. Walka przyniosła efekty. Na dwie minuty przed ostatnią syreną w trzeciej kwarcie było 52-58. W nich punktowały tylko koszykarki Ślęzy, a konkretnie Marciniak. Przed ostatnią odsłoną na tablicy wyników widniał rezultat 52-62.

Na pierwsze punkty w ostatniej części meczu czekaliśmy ponad półtorej minuty. Ich autorką została Kiesel (54-62). Chwilę po niej trafiła Greene (56-62). Odpowiedź wrocławianek była najlepsza z możliwych: trzy oczka Kastanek i dwa Marciniak (56-67). Za nami były trzy minuty gry. W kolejnej części Ślęza kontrolowała grę, utrzymując bezpieczne prowadzenie. Dopiero w końcówce obudziły się Pszczółki. Akademiczki zdobyły siedem punktów z rzędu i przy wyniku 67-75, trener Ślęzy wziął czas. Do syreny kończącej zostało półtorej minuty. Kolejne trzy oczka dołożyła Kateryna Rymarenko (70-75). W hali MOSiR zrobiło się naprawdę gorąco. Ta sama zawodniczka chwilę później znowu rzuciła “za trzy” i była przy tym faulowana. Wolnego nie wykorzystała, ale gospodynie zebrały piłkę! Było już 73-75. Ślęza przewiniła i przed szansą stanęła Kiesel. Trafiła jednak tylko raz (74-75). Do końca zostało dwadzieścia sekund. Tym razem na linii rzutów osobistych stanęła zawodniczka Ślęzy, Dikeoulakou. Była połowicznie skuteczna (74-76). Piłka nadal jednak została po stronie Wrocławia. Znowu faul i znowu wolne, tym razem w wykonaniu Burdick. Ta także wykorzystała tylko jeden (74-77). Pszczółki miały chwilę na akcję. Przy próbie “za trzy” faulowana była Kiesel. Sędzia podyktował trzy osobiste. Amerykanka wykorzystała wszystkie trzy wolne i mieliśmy remis 77-77. Zegar wskazywał trzy sekundy do końca. W nich wynik się nie zmienił. Niemożliwe stało się faktem. Pszczółki wyciągnęły rezultat i czekała nas dogrywka.

Tę lepiej zaczęły przyjezdne. Trzy oczka zapisała na swoim koncie Dikeoulakou (77-80). Tym samym jednak odpowiedziała rozgrywająca kapitalne zawody Rymarenko (80-80). Trwała równa walka. Na dwie minuty przed końcem dodatkowych pięciu minut wynik był remisowy (82-82). Prowadzenie lubliniankom z linii rzutów wolnych dała Kiesel (84-82). W kolejnej akcji dobrze blokowała Rymarenko i piłkę miały akademiczki. Znowu punktowała Kiesel (86-84). Trener Rusin wziął czas. Ostatnią minutę kibice w hali MOSiR oglądali na stojąco. Zielono-białe dowiozły prowadzenie do końca i pokonały Ślęzę 88-82.

Dziewczyny były tak zdeterminowane, aby wygrać, że nawet duża przewaga Ślęzy nas nie podłamała. Oczywiście robiliśmy dużo błędów, szczególnie w drugiej połowie. Przez to nie mogliśmy grać szybko, jak lubimy. Potem nieco to zmieniliśmy. Wpadło kilka naprawdę ważnych rzutów w trudnym momencie. Szacunek dla drużyny za zaangażowanie oraz podziękowania dla kibiców, którzy nam bardzo pomogli. Cieszę się ze zwycięstwa z tak dobrym zespołem, jakim jest Ślęza, mimo że graliśmy w osłabieniu – bez Julii Adamowicz. – powiedział na pomeczowej konferencji trener Wojciech Szawarski.

 

Cieszę się z tego zwycięstwa. Dla nas jest ono bardzo ważne, bo miałyśmy trudną pierwszą rundę. Teraz wygrane są dla nas jak złoto. Rzuciłam dzisiaj bardzo ważne punkty, ale pracowała na nie cała drużyna. Każdy pracował dla dobra drużyny. Dlatego wygrałyśmy. To zwycięstwo jest bardzo budujące.  skomentowała spotkanie Kateryna Rymarenko.

---

Koszykarze:

U!NB AZS UMCS Lublin pokonał lidera – Żubry Białystok w meczu 21. kolejki rozgrywek 2. Ligi Koszykówki Mężczyzn. Akademicy są aktualnie na czwartym miejscu w tabeli.

Pierwsze minuty spotkania były bardzo trudne dla drużyny z Lublina. Wykorzystali to liderzy z Białegostoku. Żubry trafiły trzy razy, dzięki czemu wygrywały w hali MOSiR 6-0. Akademicy nie mogli się wstrzelić. Na punkty czekali niemal pięć minut. Przełamanie przyszło za sprawą Mateusza Wiśniewskiego (2-6). Nie była to popisowa kwarta dla żadnej z ekip. Oglądaliśmy dużo błędów po obu stronach. Z czasem kontakt zaczęli łapać akademicy, po czym wyszli na pierwsze tego wieczoru prowadzenie. Istotne były skuteczne próby “za trzy” w wykonaniu Jana Sobiecha i Szymona Daszke (9-8). Minimalną przewagę zielono-biali dowieźli do końca kwarty, po której wygrywali 16-14.

Druga odsłona rozpoczęła się od skutecznej próby z dystansu Sobiecha (19-14). Szybko odpowiedział Kamil Warszawski (19-16). Widać było, że mecz rozkręcił się na dobre po średniej pierwszej kwarcie. Białystok potrzebował zaledwie dwóch minut, aby wyjść na prowadzenie (20-22). Na parkiecie oglądaliśmy twardą walkę. Czasami przekładała się ona na sporo niedokładności. Spotkanie mogło się jednak podobać. Na trzy minuty przed zakończeniem drugiej kwarty, po trafieniu Patryka Wydra mieliśmy remis 30-30. Trzy oczka zdobył Jakub Stefaniuk (33-30). Żubry zdołały zbliżyć się na dystans jednego punktu (36-35). Ostatnie słowo należało jednak do U!NB. Świetną akcję “2+1” w samej końcówce przeprowadził Daszke, dzięki czemu na przerwę gospodarze schodzili z czteropunktowym prowadzeniem (39-35).

Po zmianie stron straty Żubrów zostały szybko odrobione z nawiązką. Po trzech minutach zespół z Podlasia wygrywał 43-39. Trener Przemysław Łuszczewski poprosił o czas. Zaczął przypominać się początek spotkania. Po chwili na przekazanie uwag nadal jednak punktowali białostoczanie (39-46). Akademików odblokował Bartosz Muda (41-46). Jego trafienie wyraźnie pomogło w sferze mentalnej, bo kolejne akcje były już lepsze dla miejscowych. Zielono-biali w zasadzie odrobili straty na nieco ponad cztery minuty przed ostatnią syreną trzeciej kwarty (45-46). Niedługo później gospodarze już wygrywali, a to dzięki Szymonowi Daszke, który najpierw wykończył akcję podkoszową, a następnie popisał się skuteczną “trójką” (52-48). Akademicy dostali wiatru w żagle. W końcówce zaczęło wychodzić im prawie wszystko. Po trafieniach Mudy, Wiśniewskiego i Sobiecha wygrywali 62-51. Do rozegrania została ostatnia kwarta.

Ta zaczęła się dla akademików bardzo dobrze. Zielono-biali powiększyli przewagę. Po nieco ponad trzech minutach na tablicy wyników widniał rezultat 70-57. Gdy Żubry zdołały się nieco zbliżyć (70-62), trener Łuszczewski szybko wziął czas. Trzy minuty przed ostatnią syreną strata stopniała do pięciu oczek (72-67). Trzy punkty zdobył Andrzej Misiewicz. Zapowiadały się spore emocje. Na 50 sekund przed końcem zespoły dzieliły już tylko dwa oczka (74-72). Akademicy wytrzymali jednak próbę nerwów. Ostatecznie wygrali 78-75.

- Graliśmy z klasowym zespołem, więc wiedzieliśmy, że musimy dać z siebie wszystko. Dodatkowo za nami trudny tydzień przygotowań - głównie pod względem kadrowym. Dlatego zwycięstwo tym bardziej cieszy. Nerwów w spotkaniu z Żubrami nie brakowało. Drużyna dobrze zrealizowała założenia, a to przełożyło się na końcowy sukces – skomentował spotkanie trener Przemysław Łuszczewski.

- Cieszy zwycięstwo z liderem. Oczywiście były gorsze momenty na początku pierwszej i trzeciej kwarty, ale przerwy trenera pomagały nam zmienić grę. W końcówce wszyscy trafiali wolne, co na pewno było bardzo ważne. Dzisiaj jesteśmy dumni z wyniku, ale przed nami walka w dalszej części sezonu – powiedział po meczu Szymon Daszke.

 

 

 

 

 

Źródło: AZS UMCS

Facebook

Youtube

Instagram

Wspierają nas